Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności.

Wystawy

FOYER SCENY CIŚNIEŃ / wystawa dostępna dla widzów spektakli

KRĘCĄ MNIE CZWORONOGI - zdjęcia Łukasza Gawrońskiego

Otwarcie ekspozycji w dniu premiery Życia Mariana Sibylle Berg, 12 grudnia 2014.

Lukasz Gawronski -7

Z autorem zdjęć rozmawiała Karolina Żurowska

 Kręcą mnie czworonogi to wystawa towarzysząca premierze najnowszej produkcji Teatru Muzycznego Capitol Życie Mariana w reż. Agnieszki Olsten. Realia tego spektaklu osadzone są, jak określa to sama reżyserka, w realiach „folku miejskiego”. Wydaje mi się, że jest to również dobra nazwą dla obszarów Twojej twórczości. Czy Kręcą mnie czworonogi również wpisują się w tę estetykę?

Można to tak nazwać. Rzeczywiście tłem do moich zdjęć w większości przypadków są autentyczne plenery. One również tworzą historię zdjęcia. Bardzo inspirują mnie miejskie przestrzenie. Nie czuję się dobrze w pozowanej fotografii studyjnej, gdzie należy zbudować wszystko od podstaw. Staram się wykorzystywać przestrzeń zastaną i szukam też takiej, która pomoże mi w ciekawy sposób opowiedzieć o osobie, którą fotografuję.

Jesteś również autorem plakatu promującego spektakl, na którym uchwyciłeś ten ,,miejski folklor” bardzo dobitnie, ale jest to fotografia planowana.

Bo tu mówimy o dwóch rodzajach fotografii. Po pierwsze, mamy plakat, który jest formą zaaranżowaną od początku do końca, ale nawiązuje do pewnej estetyki kadru, którą lubię. Pokazywanie brudu, naturalności, takiego człowieka, jak Marian. Jak już wspominałem nie lubię pozowanych fotografii studyjnych, ale w tym przypadku stworzyliśmy razem z Agnieszką Olsten, pomysłodawczynią plakatu, prawie autentyczną przestrzeń, która mogłaby istnieć naprawdę. Stąd ta przyczepa kempingowa, stąd taki plener, takie rekwizyty. I mamy typ drugi fotografii, czyli dotyczący samej wystawy. Są to zdjęcia łapane na gorąco, w myśl koncepcji decydującego momentu według Bressona. Od zawsze mnie to inspiruje. Moment zrobienia zdjęcia w idealnej sytuacji. Na to wszystko składają się kadr, światło, okoliczności, a przede wszystkim emocje, które chcę uwiecznić. I na tej zasadzie opierają się zdjęcia z wystawy. Ale nieważne, czy to jest sesja fotograficzna, czy moje nieco reporterskie „łapanie chwili”, to staram się uchwycić wszystko, co jest interesujące w otaczającej nas rzeczywistości. Istotą moich zdjęć jest to, że ja po prostu mocno stąpam po ziemi. 

 

 

Wspólnym mianownikiem dla obu rodzajów fotografii, o których wspominasz jest to, że próbujesz uchwycić naturalizm i brzydotę. Twoje zdjęcia, nawet psiaków czy kotów z Kręcą mnie czworonogi nie są piękne i estetyczne. To nie są czempiony z wystaw psów rasowych.

 

Zazwyczaj staram się umieścić swoich bohaterów w jakieś dziwne miejsca. Niepokojące, tajemnicze, obrzydliwe, właściwie im brzydziej, tym lepiej. A tematem czworonogów i robieniem im zdjęć interesuję się już od dawna. Mam ich na tyle, że można tworzyć z nich różne historie. Staram się uchwycić w naturalnej przestrzeni obserwacje, w jaki sposób rozwija się więź między czworonogiem a człowiekiem. I tak jak często słyszymy, że pies upodabnia się do swojego właściciela, to ja bym powiedział, że to działa również w drugą stronę: to człowiek upodabnia się do swojego pupila. I to czasami nawet nie z charakteru, sposobu bycia, ale z fizjonomii, mają podobne twarze, gabaryty. Wymaga to głębszych badań, aczkolwiek posiadam zdjęcia, które to potwierdzają. Te podobieństwa często doprowadzają mnie ze śmiechu do łez. Obserwowanie zwierzaków, w jaki sposób się zachowują, jakie przybierają pozy, co je interesuje, jakie miny robią w danej sytuacji, staram się to wszystko uchwycić. I dlatego wymyśliłem cykl Kręcą mnie czworonogi, który wiadomo, że jest metaforą, ale trzeba mieć naprawdę wkrętkę, żeby łazić za zwierzakami i robić im zdjęcia. I ja mam taką wkrętkę. To wszystko działa też w obszarze tzw. street photo, w którym mocno siedzę i gdzie za pomocą najprostszych urządzeń mogę robić niezwykłe fotografie.

 

Bo trzeba zaznaczyć, że są to zdjęcia analogowe.

 

Tak, i robione w większości wypadków prostymi analogami, aparatami kompaktowymi, których najważniejszą funkcją jest automatyczne ustawianie ostrości, przewijanie filmu i lampa błyskowa. To mi właściwie wystarczy, bo te zdjęcia są tak zwiewne, zaskakujące, dynamiczne i pojawiają się w tak niespodziewanych momentach. Najważniejsze to dobry refleks i ciągła obserwacja, żeby tę chwilę złapać.

 

W Życiu Mariana to człowiek jest zabawką w łapach zwierząt, jest bohaterem reality show dla zwierzaków, role się odwracają. Czy zdarzyło ci się odczuć kiedyś wyższość zwierząt nad swoją osobą, na przykład w trakcie robienia zdjęć?

 

To jest dobre pytanie. Taką szczególną relacją, którą mogę obserwować, jest relacja człowieka z psem. Wiadomo, że to pies jest postrzegany w kulturze, jako nasz największy przyjaciel, maskotka, pociecha. Są też najbardziej emocjonalne. Tytuł Kręcą mnie czworonogi to przedstawienie wizerunków i sytuacji właśnie z psami w roli głównej, bo to o nich najczęściej mówi się potocznie czworonogi. Nie dyskryminuję chociażby kotów, sam jestem posiadaczem dwóch, ale to emocje psów łatwiej jest uchwycić na fotografii. Ten świat to taka fasada. Mam wrażenie, że to my ludzie jesteśmy bardziej zezwierzęceni. Zobacz, wystarczy, że zabraknie prądu, jak jakiś czas temu w Nowym Jorku i ludzie wariują. Bez wody, bez telefonu. Balansujemy na granicach nam odgórnie wytyczonych i wystarczy, że występują jakieś przeciwności losu i budzi się w nas zwierz. Niektórzy tylko na to czekają.